Nieplanowany wypad do Malezji miał swój finał w Kuala Lumpur. Po dwóch miesiącach tułaczki nauczyliśmy się kilku zasad, które się dobrze sprawdzają. Mieszkaj u Chińczyka, jedz u Hindusa i pij u katolika. Wylądowaliśmy więc w sławnym na cały świat Chinatown. Znów wózki z jedzeniem na ulicach, znów nie ma miejsca dla przechodniów. Nocą wielkie neony zamiast latarni przyciągają wzrok.