Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanuatu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanuatu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2015

Vanuatu na rok przed cyklonem


''Raj" na ziemi jest właśnie tam. Ta komiksowa wysepka z palemką, na której rozbija się kaczor Donald z balonowej gumy.W połowie marca tego roku, potężny cyklon Pam* zrównuje z ziemią ten nasz raj.

sobota, 7 czerwca 2014

Co słychać w wiosce?

Dziś dźwięki z Tanny.
...
Czasem w podróżnym archiwum warto zrobić porządek, 
żeby odnaleźć takie oto dźwięczne perełki.

Custom village on East Tanna sounds amazing!













wtorek, 20 maja 2014

Black sand beach

Czarna plaża na Tannie*.
Piasek prosto z wulkanu.
Nie mam mowy o żadnej lazurowej wodzie ani rybkach w kolorach tęczy ...
jedynie mrok, tajemniczość, czar...


Cztery godziny spaceru w temperaturze przekraczającej 40 stopni C, wilgotności powietrza sięgającej 90 procent i... ukazuje się przed nami ten cudownie mroczny krajobraz.
Wulkan dał o sobie znać na północnej części wyspy.




Black Sand czyli czarny piasek to maleńkie fragmenty lawy tego oto WULKANU >>>. Powstał podczas gwałtownej interakcji gorącej lawy i wody Oceanu. Czarny piasek jest bardzo gorący. Promienie słońca nagrzewają go momentalnie.


czwartek, 15 maja 2014

piekielnie

Są takie zjawiska przyrody przy których komentarz jest zbędny. *










*Mt Yasur - aktywny wulkan położony we wschodniej części wyspy Tanna (Vanuatu). Wysokość wulkanu to zaledwie 361 m n.p.m, dlatego też, stał się najbardziej dostępnym, spośród wszystkich czynnych wulkanów na świecie. Szerokość krateru to 400 metrów. Wulkanicznie erupcje pojawiają się co kilka, kilkanaście minut. Najaktywniejszy jest nocą. Od 2010 roku zaobserwowano znaczny wzrost aktywności wulkanu. Na wulkan można wejść samemu o każdej porze dnia i nocy, nie potrzeba przewodnika. Wejście płatne: pierwsze wejście cała suma- 3350 vatów, drugie wejście połowa tej ceny, trzecie ćwierć, czwarte wejście jest za darmo.

poniedziałek, 12 maja 2014

Chodźmy w dym

Od czasu, gdy weszliśmy na wygasły wulkan Tongariro w Nowej Zelandii odkryliśmy nową fascynację, która w Polsce nawet nie przyszłaby nam do głowy. Dlaczego wulkany? Pewnie dlatego, że zwykle znajdują się daleko od osad ludzkich i nikt przypadkowy się na nich nie kręci. Najdłużej aktywny wulkan na świecie, Mt. Yassur na Tannie, na Vanuatu. Oto potwór, który nas zaczarował.


Jedyny kawałek asfaltu na wyspie Tanna znajduje się na pasie lądowiska przeznaczonym dla lokalnych maszyn. Przed budynkiem terminalu, który przypominał zakład skupu jagód, naliczyłem kilkanaście samochodów. Słońce lądowało na koronie dżungli. Kierowcy wrzucali bagaże na paki aut i znikali czym prędzej. Na parkingu pozostawało coraz mniej osób. Umówiony kierowca po nas nie wyjechał... Jakoś nie zdziwiło to nas bardzo. Wręcz wydało się nam to normalne, a nawet śmieszne. Tak wiele już razem przeżyliśmy, tak daleko od domu...


Przeprawa na własną rękę po zmroku na drugą stronę wyspy jest niemożliwa. Tylko miejscowi wiedzą którędy biegnie droga. Tylko miejscowi widzą w ciemności. Zrobiło się nerwowo. D., która wciąż twierdzi, że znam wszystkie języki świata, poradziła bym spróbował wynająć kierowcę.
Obcokrajowiec szukający podwózki jest nietypowym widokiem na Tannie. Z walutą w kieszeni, skazany na łaskę przypadkowych miejscowych czułem się jak gołąb na strzelnicy. Nasz umówiony człowiek  się nie zjawił, więc byłem zmuszony rozpocząć negocjacje. Niewątpliwie byliśmy lokalną sensacją, o której będą mówić wieczorem swoim żonom przy porcji lap lap (o lap lap TUTAJ >> ) Gdy omówiłem wstępne warunki z przedstawicielem grupy mężczyzn przyszedł czas na rozmowę z wyznaczonym kierowcą na temat ceny. Tu zaczął się negocjacyjny dramat. Każdy chciał uczestniczyć w ubijaniu ceny. Ja sam, gdzieś w dali D. pilnująca plecaków i 30 miejscowych. Nie mieliśmy wielkich szans. Musieliśmy przystać na ich warunki.


Mężczyzna w piłkarskiej koszulce reprezentacji Francji z zamglonymi oczami od nadmiaru kavy, przyszedł się przedstawić. Jeszcze w życiu nie spotkałem tak nieśmiałego człowieka. David ze wzrokiem wbitym w ziemię zapakował nasze plecaki na samochód. D. usiadła w kabinie, ja pośród miejscowych na przyczepce, z tyłu.




Z każdym kilometrem nieśmiałość naszego kierowcy znikała i stawał się mniej małomówny, z każdym kilometrem gdy zapuszczaliśmy się w głąb dżungli w kierunku wulkanu Yasur, wyspa zaczęła nas hipnotyzować.



Do osady przybyliśmy już po zmroku. Trudno było się zorientować, gdzie tak naprawdę jesteśmy. Absolutna ciemność i cisza przerywana dźwiękiem grzmotu dochodzącego z nieba. Zeskakując z przyczepy samochodu wbiłem się piętami w czarny, aksamitnie miękki pył. Poczuliśmy jego zapach. Kilka chwil później w samym sercu ciemnej dżungli, u stóp Mt Yasur, leżałem z D.  pod dachem z zeschniętych liści bananowca. Dziurawa moskitiera przyklejała się do spoconych ciał. W ustach dziwny posmak.... D. w świetle bladej latarki zapisywała ostatnie zdanie w naszym podróżnym pamiętniku. Złowieszcza cisza dżungli znów przerywana przez grzmot.
Już jutro, tuż przed zachodem słońca idziemy na wulkan...
Tak wygląda jeszcze za dnia...












Potwór Yasur plujący ogniem już w następnym wpisie. Najstraszniejszy nocą...  

niedziela, 27 kwietnia 2014

Mocny początek na Vanuatu!

Vanuatu, Tanna. Wreszcie noc.  Ciemność sprawia, że wulkaniczna wyspa zmienia się nie do poznania. Podnóże wulkanu zasnuwa najczarniejsza z czarnych ciemności jaką widzieliśmy. Gdzieś w głębi tej pasty miga kilka punkcików. To snop iskier z ogniska. Idziemy w jego kierunku. Słup światła z naszej latarki rysuje kształty pod nogami. Zadziwiające, ale dopiero w nocy w powietrzu możemy dojrzeć jak bardzo zapylona jest Tanna. Podobno Mt. Yassur budzi się właśnie nocą...


Na tej wyspie każdy jest kuzynem każdego, więc nie zdziwiło nas, że Filip oczekiwał na nas przy ognisku z kilkoma nowymi twarzami. Pośród nich mały chłopiec, syn Filipa, który miał dziś kilka odpowiedzialnych funkcji. Obecność D., jedynej kobiety, początkowo budzi lekkie spięcie. Kobiety ze wschodniej części wyspy nie piją Kavy, ale D. uzyskała specjalne pozwolenie. Za chwilę siądziemy wspólnie przy ognisku i weźmiemy udział w zamkniętej dla turystów ceremonii picia narkotycznej Kavy. Ceremonii, która nie jest teatrzykiem dla przyjezdnych, tylko wieczorną rutyną mężczyzn Tanny.


Korzenie tej rośliny są otaczane szczególną czcią, dlatego też żadna z jej części nie może dotknąć ziemi. Według miejscowej legendy roślinę ofiarowały ludziom duchy. Pewna kobieta kąpiąc się w morzu zaczęła odczuwać bóle porodowe. Gdy wyszła na brzeg poroniła korzeń a duch do niej przemówił. - Weź ten korzeń i daj swojemu mężczyźnie niech go zasadzi, on będzie wiedział, co z nim zrobić. Jak to zwykle w legendach bywa, kobieta posłuchała głosu i w ten sposób korzeń, który wyszedł z jej łona trafił do członków jej plemienia. 


Każdy wziął do ręki po jednym korzeniu. Zanim będziemy mogli napić się Kavy musimy najpierw ją przeżuć. Inaczej niż na Fiji (więcej o kave na Fiji TUTAJ>>), tu na Vanuatu, Kavę się żuje, a nie mieli. Roślina jest dość intensywna w smaku, po kilku kęsach zaczyna paraliżować język. Chwilę później, gdy chciałem coś powiedzieć, zorientowałem się, że moje usta nie reagują. Poczułem jakby mi je ktoś przykleił do twarzy. Lekki sceptycyzm minął. Oto chwile, dla których zamieniliśmy ciepłe posadki za biurkiem. - A teraz wszystko wypluj na liść, zaraz będziemy to pić - Filip przerwał ciszę dżungli. Jego kuzyni wypluli szarą breję na moją szarą breję. 


Deszczówka, którą się tu pije służy za wspaniały rozpuszczalnik. Mężczyźni zaczęli przecedzać szarą miazgę, którą przeżuliśmy. Teraz zaczynam dostrzegać uniwersalność każdego rytuału. Niezależnie od religii, kultury, czy miejsca - jednoczymy się w magicznym, zamkniętym gronie. Staniemy się braćmi, kimś więcej niż tylko znajomymi.




Gdy sporządzono zawiesinę, Filip z namaszczeniem rozlał go do kokosowych muszli. Jedna muszla na głowę powinna wystarczyć dla niewprawionych organizmów. Szara ciecz w smaku przypominała wodę z kałuży.



Nasi gospodarze z ogromnym uznaniem patrzyli na nas, gdy bez grymasów wychyliliśmy po muszli. Po chwili dolewka była gotowa. -Wy wypiliście to, co my żuliśmy, my wypijemy to, co wy żuliście - powiedział przyjaźnie mężczyzna. Po chwili wyciągnęli pomięte kartki ze szkolnych zeszytów, w których trzymali jakieś zawiniątko. Sprawne palce naszych gospodarzy przygotowały po skręcie dla każdego. - Myślałem, że wy nie palicie papierosów - zagadnąłem do Filipa. - To część naszego rytuału. Po wypiciu Kavy zwykle palimy tytoń, który sami hodujemy. Mocna woń tabaku uderzyła w nozdrza. Lekki szum w głowie dał wytchnienie po długim dniu. Tony Halik byłby zachwycony...




Wielu pyta, jak działa Kava. Filip miał najlepszą odpowiedź. - Wolę nie opowiadać, lepiej przeżyć na własnej skórze. Miał rację. Przede wszystkim poczuliśmy się zrelaksowani. W ciemnej ciszy dżungli stan błogości i lekkiego odrętwienia. Ponad palmami czerwona łuna z krateru i cykliczny łoskot, który można było poczuć nawet w kościach. Czarny pył, na którym siedzieliśmy wydał się miększy niż zwykle, a jeden z kuzynów zaczął nam przypominać sympatycznego potwora z bajki Disneya. Kava zaczęła działać... 


Kava kava - inaczej pieprz metystynowy. Roślina uprawiana na wyspach Oceanii. Narkotyczne działanie jej korzeni zapewniło jej szczególne miejsce w lokalnej kulturze. Najsilniejsze działanie przypisuje się roślinom uprawianym na Vanuatu. Jest psychodelikiem o działaniu uspokajającym. Znajduje zastosowanie, jako składnik bazowy dla niektórych leków używanych w medycynie zachodniej. W Polsce całkowicie zakazana.