Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
sobota, 27 stycznia 2018
środa, 5 lipca 2017
wtorek, 16 maja 2017
Ucieczka na północ
Od jakiegoś czasu oszczędzamy kilka dolarów na bateriach do budzika. Chodzi o to, że wogóle go nie używamy. NIepotrzebujemy. Mamy Ją. Poprzedniej nocy kładąc się spać także nie musieliśmy nastawiać budzika. Pamiętam, że było jeszcze ciemno. Kosmitka, która z nami mieszka od 9. miesięcy domagała się śniadania. Dla nas szybka kawa i ruszamy.
poniedziałek, 21 marca 2016
w baku pusto, w kieszeni pusto, w głowie pełno marzeń
Stoję z D. w samym środku niczego. Dojechanie tutaj, czyli do centrum kontynentu i pustyni zarazem chyba było naszym niewypowiedzianym marzeniem. Na horyzoncie jeden punkt, który przyciąga uwagę. To miejsce oddalone o kilkadziesiąt kilometrów, gdzie zbiegają się linie drogi. Cicho i spokojnie, jakby ktoś nacisnął pauzę. Wieczną pauzę. Jest jak w Discovery Channel, z tym, że nikt nas nie ogląda. Nie mam też pilota w ręku, nie zmienię kanału jak mi się znudzi...
Labels:
australijska wieś,
far from Sydney,
Great Ocean Road,
inspiracje,
kolory,
miejsca,
natura,
niebo,
Outback,
podróż,
przyroda,
pustynia,
Road Trip,
Uluru
poniedziałek, 29 lutego 2016
Droga na Perelandrę
Każdy szanujący się facet-podróżnik powinien umieć czytać mapę, by później zaimponować kobiecie, że wie gdzie, co i jak. Tak więc kilka godzin przed wyruszeniem w dół wybrzeża, na południe (w Australii to kierunek gdzie jest raczej zimniej) przeanalizowałem mapy, drogi dojazdu i zdjęcia satelitarne. Naszym okiem znajduje się tam miejsce, które może być wpisane na travelnautową listę najpiękniejszych miejsc do zobaczenia w Australii w 2016.
niedziela, 8 listopada 2015
sobota, 19 września 2015
wtorek, 19 maja 2015
To, czego nie widać na pocztówce z Taj Mahal
Agra! Miejsce pielgrzymek
turystów z całego świata, by zobaczyć jedyne w swoim rodzaju
mauzoleum-pomnik miłości. Jak się szybko przekonaliśmy pięknie
jest przede wszystkim na pocztówkach.
Znów gorąco. Upał jest nie
do wytrzymania. Pod dachem peronów ktoś najwyraźniej dla żartu zawiesił wiatraki. Chyba chodziło tylko o zrobienie dobrego
wrażenia, bo nie odczuwamy żadnej różnicy. Ciężkie plecaki
wbijają nas w ziemię, na szczęście tłum kolorowych postaci
niesie nas w jakimś kierunku. Mamy nadzieję, że do wyjścia.
piątek, 15 maja 2015
czwartek, 2 kwietnia 2015
środa, 14 stycznia 2015
opowieść wigilijna, stary człowiek i morze....
Labels:
Australia,
Coral Sea,
Great Reef Barrier,
kawa,
kolory,
Nari's beach,
national parks,
ocean,
podróż,
przyroda,
Queensland,
snorkeling,
Whitsunday Island,
Whitsundays islands,
Wielka Rafa Koralowa,
wildlife,
wyspy
piątek, 9 stycznia 2015
Tylko pustka i.... miliardy jasnych gwiazd.
Expedition National Park
Witaj Queensland! Dziś jest ten cudowny dzień w naszej karierze podróżników, w którym odwiedzimy kolejny stan Australii. Nie tylko go odwiedzimy, ale jak się później okaże, który da nam w kość bardzo porządnie. Jest początek tygodnia, poniedziałek, 22 grudnia, drugi dzień naszej świątecznej podróży, którą w sumie będziemy realizować przez dwa kolejne tygodnie.
niedziela, 4 stycznia 2015
Mt Kaputar... jeszcze chwila i przekroczymy stan.
Wreszcie ruszyliśmy. Kto normalny wstaje o 5 rano w niedzielę? Chyba tylko my. Trasa dość ambitna, bo 4500 km, a dziś do pokonania pierwsze 600. Kierunek północ.
sobota, 7 czerwca 2014
Co słychać w wiosce?
Dziś dźwięki z Tanny.
...
Czasem w podróżnym archiwum warto zrobić porządek,
żeby odnaleźć takie oto dźwięczne perełki.
Custom village on East Tanna sounds amazing!
wtorek, 20 maja 2014
Black sand beach
Czarna plaża na Tannie*.
Piasek prosto z wulkanu.
Nie mam mowy o żadnej lazurowej wodzie ani rybkach w kolorach tęczy ...
jedynie mrok, tajemniczość, czar...
Cztery godziny spaceru w temperaturze przekraczającej 40 stopni C, wilgotności powietrza sięgającej 90 procent i... ukazuje się przed nami ten cudownie mroczny krajobraz.
Wulkan dał o sobie znać na północnej części wyspy.
Piasek prosto z wulkanu.
Nie mam mowy o żadnej lazurowej wodzie ani rybkach w kolorach tęczy ...
jedynie mrok, tajemniczość, czar...
Wulkan dał o sobie znać na północnej części wyspy.
* Black Sand czyli czarny piasek to maleńkie fragmenty lawy tego oto WULKANU >>>. Powstał podczas gwałtownej interakcji gorącej lawy i wody Oceanu. Czarny piasek jest bardzo gorący. Promienie słońca nagrzewają go momentalnie.
czwartek, 15 maja 2014
piekielnie
Są takie zjawiska przyrody przy których komentarz jest zbędny. *
*Mt Yasur - aktywny wulkan położony we wschodniej części wyspy Tanna (Vanuatu). Wysokość wulkanu to zaledwie 361 m n.p.m, dlatego też, stał się najbardziej dostępnym, spośród wszystkich czynnych wulkanów na świecie. Szerokość krateru to 400 metrów. Wulkanicznie erupcje pojawiają się co kilka, kilkanaście minut. Najaktywniejszy jest nocą. Od 2010 roku zaobserwowano znaczny wzrost aktywności wulkanu. Na wulkan można wejść samemu o każdej porze dnia i nocy, nie potrzeba przewodnika. Wejście płatne: pierwsze wejście cała suma- 3350 vatów, drugie wejście połowa tej ceny, trzecie ćwierć, czwarte wejście jest za darmo.
poniedziałek, 12 maja 2014
Chodźmy w dym
Od czasu, gdy weszliśmy na wygasły wulkan Tongariro w Nowej Zelandii odkryliśmy nową fascynację, która w Polsce nawet nie przyszłaby nam do głowy. Dlaczego wulkany? Pewnie dlatego, że zwykle znajdują się daleko od osad ludzkich i nikt przypadkowy się na nich nie kręci. Najdłużej aktywny wulkan na świecie, Mt. Yassur na Tannie, na Vanuatu. Oto potwór, który nas zaczarował.
Przeprawa na własną rękę po zmroku na drugą stronę wyspy jest niemożliwa. Tylko miejscowi wiedzą którędy biegnie droga. Tylko miejscowi widzą w ciemności. Zrobiło się nerwowo. D., która wciąż twierdzi, że znam wszystkie języki świata, poradziła bym spróbował wynająć kierowcę.
Obcokrajowiec szukający podwózki jest nietypowym widokiem na Tannie. Z walutą w kieszeni, skazany na łaskę przypadkowych miejscowych czułem się jak gołąb na strzelnicy. Nasz umówiony człowiek się nie zjawił, więc byłem zmuszony rozpocząć negocjacje. Niewątpliwie byliśmy lokalną sensacją, o której będą mówić wieczorem swoim żonom przy porcji lap lap (o lap lap TUTAJ >> ) Gdy omówiłem wstępne warunki z przedstawicielem grupy mężczyzn przyszedł czas na rozmowę z wyznaczonym kierowcą na temat ceny. Tu zaczął się negocjacyjny dramat. Każdy chciał uczestniczyć w ubijaniu ceny. Ja sam, gdzieś w dali D. pilnująca plecaków i 30 miejscowych. Nie mieliśmy wielkich szans. Musieliśmy przystać na ich warunki.
Mężczyzna w piłkarskiej koszulce reprezentacji Francji z zamglonymi oczami od nadmiaru kavy, przyszedł się przedstawić. Jeszcze w życiu nie spotkałem tak nieśmiałego człowieka. David ze wzrokiem wbitym w ziemię zapakował nasze plecaki na samochód. D. usiadła w kabinie, ja pośród miejscowych na przyczepce, z tyłu.
Z każdym kilometrem nieśmiałość naszego kierowcy znikała i stawał się mniej małomówny, z każdym kilometrem gdy zapuszczaliśmy się w głąb dżungli w kierunku wulkanu Yasur, wyspa zaczęła nas hipnotyzować.
Do osady przybyliśmy już po zmroku. Trudno było się zorientować, gdzie tak naprawdę jesteśmy. Absolutna ciemność i cisza przerywana dźwiękiem grzmotu dochodzącego z nieba. Zeskakując z przyczepy samochodu wbiłem się piętami w czarny, aksamitnie miękki pył. Poczuliśmy jego zapach. Kilka chwil później w samym sercu ciemnej dżungli, u stóp Mt Yasur, leżałem z D. pod dachem z zeschniętych liści bananowca. Dziurawa moskitiera przyklejała się do spoconych ciał. W ustach dziwny posmak.... D. w świetle bladej latarki zapisywała ostatnie zdanie w naszym podróżnym pamiętniku. Złowieszcza cisza dżungli znów przerywana przez grzmot.
Już jutro, tuż przed zachodem słońca idziemy na wulkan...
Tak wygląda jeszcze za dnia...
Jedyny kawałek asfaltu na wyspie Tanna znajduje się na pasie lądowiska przeznaczonym dla lokalnych maszyn. Przed budynkiem terminalu, który przypominał zakład skupu jagód, naliczyłem kilkanaście samochodów. Słońce lądowało na koronie dżungli. Kierowcy wrzucali bagaże na paki aut i znikali czym prędzej. Na parkingu pozostawało coraz mniej osób. Umówiony kierowca po nas nie wyjechał... Jakoś nie zdziwiło to nas bardzo. Wręcz wydało się nam to normalne, a nawet śmieszne. Tak wiele już razem przeżyliśmy, tak daleko od domu...
Obcokrajowiec szukający podwózki jest nietypowym widokiem na Tannie. Z walutą w kieszeni, skazany na łaskę przypadkowych miejscowych czułem się jak gołąb na strzelnicy. Nasz umówiony człowiek się nie zjawił, więc byłem zmuszony rozpocząć negocjacje. Niewątpliwie byliśmy lokalną sensacją, o której będą mówić wieczorem swoim żonom przy porcji lap lap (o lap lap TUTAJ >> ) Gdy omówiłem wstępne warunki z przedstawicielem grupy mężczyzn przyszedł czas na rozmowę z wyznaczonym kierowcą na temat ceny. Tu zaczął się negocjacyjny dramat. Każdy chciał uczestniczyć w ubijaniu ceny. Ja sam, gdzieś w dali D. pilnująca plecaków i 30 miejscowych. Nie mieliśmy wielkich szans. Musieliśmy przystać na ich warunki.
Mężczyzna w piłkarskiej koszulce reprezentacji Francji z zamglonymi oczami od nadmiaru kavy, przyszedł się przedstawić. Jeszcze w życiu nie spotkałem tak nieśmiałego człowieka. David ze wzrokiem wbitym w ziemię zapakował nasze plecaki na samochód. D. usiadła w kabinie, ja pośród miejscowych na przyczepce, z tyłu.
Z każdym kilometrem nieśmiałość naszego kierowcy znikała i stawał się mniej małomówny, z każdym kilometrem gdy zapuszczaliśmy się w głąb dżungli w kierunku wulkanu Yasur, wyspa zaczęła nas hipnotyzować.
Już jutro, tuż przed zachodem słońca idziemy na wulkan...
Tak wygląda jeszcze za dnia...
Potwór Yasur plujący ogniem już w następnym wpisie. Najstraszniejszy nocą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpg)

.jpg)















