Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 listopada 2017

dwa lata w jednym roku


Czekałem na ten wyjazd do Polski bardzo długo. Wiem, że D. też czekała, chociaż nie znaczy to, że nie mieliśmy obaw. Ciekawi byliśmy jak się ten kraj zmienił, jak się teraz tam żyje.  Wreszcie to pierwsza wizyta Mai w Polsce, gdzie miała poznać dziadków i innych bliskich...
Wyjazd oczywiście był tak sprytnie zaplanowany, by zniknąć z Sydney w czasie, gdy zima zmaga deszczem i wiatrem to miasto. Nie myliliśmy się bardzo. Tuż po wylądowaniu bonus. Drugie lato w jednym roku.

wtorek, 19 stycznia 2016

odnalezione wspomnienie z Litwy


Warto sięgnąć do archiwum. Bo przecież zanim jeszcze ruszyliśmy w dużą podróż, często sobie gdzieś tam wyruszaliśmy w mniejsze. Wiadomo - bliżej, na krócej... Weekendy w polskich górach, pobliskie europejskie kraje, Mazury... spływ kajakowy na Litwie.

piątek, 11 grudnia 2015

pocztówka z kraju



Pół roku temu byłem z D. na innej planecie. Byliśmy z wizytą w Polsce. Minęło wówczas dwa lata od kiedy ostatni raz widzieliśmy się z bliskimi. Trudno nazwać to powrotem. Była to raczej serdeczna podróż do pięknego kraju i pięknych bliskich nam ludzi. Znaleźliśmy się w dość nietypowym położeniu, którego nie bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić jakieś trzy lata temu. Sytuacja, w której odwiedzamy rodzinny kraj patrząc na niego z nieco innej perspektywy. Trochę jak turyści, trochę jak podróżnicy, trochę jakby przejazdem.  Efekt świeżości. To nie ekran telewizora. Obraz jest dotykalny, wszystko jest piękne. Wciąż czujemy się swobodnie.

niedziela, 21 października 2012

Lwów

do Lwowa mamy sentyment 
tam odnajdujemy klimat
który lubimy w mieście...
kameralny
słoneczny
miejski, 
ale jeszcze wschodni, klimatyczny, bezzadencia




więcej o kawie we Lwowie TUTAJ >>





więcej o lwowskiej kuchni TUTAJ >>



czwartek, 18 października 2012

Od Rumunii wszystko się zaczęło...

To powinien być pierwszy wpis,
...
Nasza tajemnicza podróż do Rumunii miała jeden cel- znaleźć materiały do mojej pracy magisterskiej, a przekształciła się w PIERWSZĄ podróż życia.

Kiedyś o bardzo późnej godzinie siedzieliśmy ze znajomymi w ulubionej knajpce,
było miło,
przytulnie,
śmiesznie,
był 2007 rok,
a ja szukałam natchnienia na temat pracy magisterskiej…
dosiadł się do nas Maciek, zapalony podróżnik, z ciekawymi opowieściami i podróżniczymi anegdotami... opowiada, gestykuluje, uśmiecha się... w pewnym momencie opowiada coś: "jak to możliwe", "to trzeba zbadać"... i jeszcze padło słowo ikona- którą swojego czasu bardzo się interesowałam...
"ikona?"- zapytałam
"tak, ikona rumuńska na szkle"- odpowiedział

doskonały temat - doskonały cel
Rumunia - bo zawsze chcieliśmy tam pojechać, a teraz wreszcie był odpowiedni czas, moment
odpowiedni pretekst

z książką "Droga do Babadag" i mapą w ręku
z mapą - na której nie było nawet oznaczonego punktu, do którego mieliśmy się udać
wioskę Nicula - była punktem w naszych głowach

W Transylwanii spędziliśmy tydzień,
choć przygód starczyłoby na co najmniej pół roku

z ograniczonym budżetem,
licząc przede wszystkim na serdeczność mieszkańców
nie zawiedliśmy się
bo i nocleg w ogródku rumuńskiej rodziny
śniadanie "zerwane w sadzie"
obiad w klasztorze w Niculi
serdeczność mnicha malującego/piszącego (niepotrzebne skreślić) ikony
i sympatycznego kierowcę (który dał nam jeszcze zarobić)
uśmiechniętą kelnerkę (i dwie porcje w cenie jednej)
autobus pełen przemytników 
...
jest co wspominać jest co opowiadać
a praca magisterska zdobyła uznanie
i promotora
i recenzenta

była to nasza pierwsza podróż życia
chyba wtedy złapaliśmy backpacerskiego bakcyla
połknęliśmy go ze smakiem
razem

wtorek, 2 października 2012

Albańskie espresso i inne przysmaki


Albańskie espresso jest pyszne…
Intensywny smak, aromat, moc. Konsystencja taka, jak powinna być, orzechowa crema, do tego szklanka zmrożonej wody. Picie południowej kawy (codziennie w innym miejscu, w innym mieście – bo codziennie gdzieś indziej zawędrowaliśmy) było naszym ulubionym punktem dnia. 

poniedziałek, 1 października 2012

Berat - miasto, które patrzy oknami

To miejsce zdecydowanie zachwyciło nas najbardziej. Berat (także: Berati, gr. Βεράτι, Verati)
Miasto nad rzeką Osum,
miasto "tysiąca okien"



Piękne domki o nie zliczonej ilości okien urzekają... Doskonale wpisują się w skalisty, górzysty krajobraz. Ani na moment nie da się schować aparatu. Mamy chęć uwiecznić te "okna na świat" tysiącem fotografii.






charakterystyczne brukowane kamienne uliczki, przypominają Toskanię
klimat kameralny
mimo niemiłosiernych upałów (ponad 30 stopni w cieniu) oddajemy się spacerom bez końca,
w jednym z kamiennych korytarzy, na kamiennych schodach z kawałkiem cienia
siadamy,
tak, tutaj zjemy śniadanie



Warto się zgubić pośród przedziwnych konstrukcji murów, domów, werand, które zdają się przeczyć powszechnym prawom architektury i grawitacji. Brak wyraźnie widocznych linii poziomych, brak linii pionowych, domy jakby na piętrach. 




     Miasto ma też ulicę handlową i plac, z którego odjeżdżają autobusy. Spacerując między sklepami poczuliśmy przyjemny zapach kawy, który od razu poprowadził do małego sklepiku. Tylko jeden rodzaj kawy. Mielonej, lub w ziarnach na wagę. Tylko Lori Cafe! Kawy nigdy nie odmawiamy, więc nabywamy woreczek mielonej i drugi w ziarnach. Za rogiem, przy placu Cafe Bar - tam zatrzymujemy się, by odpocząć przy filiżance espersso i kiściu winogron kupionym na ulicy od starszej kobiety.
    Tuż obok siada człowiek, który od razu zwrócił naszą uwagę. Przyszedł jakby na chwilę, jakby wizyta w tej kawiarence była jego codziennym rytuałem. Z twarzy boss albańskiej mafii samochodowej, który w kieszeniach ma grube rulony amerykańskiej waluty spięte gumką. Chłopak z tacą wiedział, co ma robić. Na stoliku bosa ląduje półlitrowy kufel... mleka. Mężczyzna z kuflem mleka? Zaraz, zaraz... Gdzieś widziałem taką scenę... Reżyserował ją Lynch w jednym z ostatnich odcinków pierwszej serii Twin Peaks. A teraz boss przechyli kufel mleka, zostawi drobne na stoliku i odejdzie. Tak zrobił pozostawiając nas w zdziwieniu. Magia wciąż działa...  





niedziela, 30 września 2012

„Albania? Przecież to kraj dziki”

„Albania? – Przecież tam jest nie bezpiecznie” – tak na nasze wakacyjne plany, reagowali wszyscy. „Niebezpiecznie?”- szczerze się dziwiliśmy – „:skąd takie informacje?” 

-„Przecież to kraj dziki” –takie stwierdzenie niby miało nas zniechęcić i sprawić, że się tam NIE wybierzemy.
Jednak Ci którzy już zdążyli się na nas poznać, wiedzieli, że hasło: „Przecież to kraj dziki” – jeszcze bardziej nas pokusi i utwierdzi w przekonaniu – że tak, że Albania - to będzie najbliższy nasz  cel. 

Był początek wakacji 2011 roku – a hasło: „Albania” był najrzadziej wyszukiwanym hasłem w internecie.




Kraj dziki i nie zaznać tego na własnej skórze? Dla nas tylko szaleniec wybiera wakacje All inclusiv, i zamyka się na dwa tygodnie i hotelowych murach, je „na zapas” hotelowe jedzenie i pije rozcieńczone drinki. Tapla się w basenie z niebieskim dnem, korzysta z organizowanych wycieczek fakultatywnych i słucha opowieści o pomniku.

Albania urzeka. Z jednej strony stara się być europejska, pozuje na zamożną… o statusie świadczy 
luksusowy samochód i złoty zegarek. Z drugiej jednak, dumna ze swej kultury, Albańczycy wieszają flagi, z samochodowych głośników leci albański folklor...

Na każdym kroku widać fascynację słoneczną Italią. Na piedestale stawiają swoich morskich sąsiadów, przejęli od nich sjestę, niektóre smaki i rytuał picia espresso.