D. schowała się w domu i z niepokojem wyglądała, kiedy wrócę. Ona tak bardzo boi się burzy. Tymczasem ja, kilkanaście przecznic dalej, podekscytowany spoglądałem w niebo. Jakaś dziwna zawiesina oblepiała twarze niespokojnych przechodniów. Słońce zniknęło za różowo-purpurową mgiełką. Znam ten zapach. Już wiem! Taka sama woń otwierała każdy gorący i pełen kurzu wieczór w Manili.