Translate

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

pierwsza wyspa


Myślę obrazami. Były wczesne lata 90. Telewizje kraju, w którym miałem zaszczyt się urodzić zaczynały nadawać reklamy z krajów, w których się nie urodziłem. Fototapeta u sąsiadów przedstawiająca palmy na niebiańskich pacyficznych plażach, kokosowy baton przywożony przez wujków z Niemiec. Batony Bounty... myślałem, że te kokosowe pyszności rzeczywiście pochodzą z tej wyspy, która kusiła w reklamowych migawkach. Kto by pomyślał, że kilkanaście lat później z D. wylądujemy na rajskiej Bounty Island.    


Gdy zbliżaliśmy się do brzegu wysepki pod taflą wody ujrzeliśmy rafę. Niewiele brakowało, byśmy wyskoczyli z łodzi do wody, tak bardzo kusząco wyglądała.  
Pierwszym odruchem po wyjściu na brzeg było poderwanie plecaka z piasku. Już to chciałem biec, już to chciałem się zakwaterować. Uśmiechnięty mężczyzna ze złotą wstawką w jedynce przycisnął łagodnie moje ramię. "Relax my friend, it's Fiji." Oczyma wyobraźni zobaczyłem siebie. Bladego człowieka z wielkiego miasta, który ciągle gdzieś się śpieszy. Wiedziałem, że gospodarz Bounty Island właśnie tak to widział. Wiedziałem, że nie jestem jedyny, który tak się zachowuje tuż po przybyciu.


Zadziwiająco szybko opanowałem technikę nicnierobienia. Poza nurkowaniem i zrywaniem dla D. świeżych kokosów znad hamaka nie robiłem wiele. Duma mieszczucha, który zdobędzie orzecha, rozłupie go i poda swojej pięknej kobiecie... Rzeczy tego rodzaju łechczą moje śpiące ego rozbitka z bezludnej wyspy. 





Minuta trwa tutaj siedemdziesiąt sekund, na jedną godzinę przypada chyba ze sto minut. "Fiji time" to nie tylko żartobliwe wytłumaczenie na spóźniający się autobus. "Fiji time" to nowa, wyspiarska rzeczywistość. 




Energia jak zwykle rozpierała D., która rzuciła się do przestudiowania naszej wyspy. Zabraliśmy butelkę wody i ruszyliśmy brzegiem. Po dwudziestu minutach obeszliśmy wyspę i trafiliśmy do miejsca, z którego ruszyliśmy. Pierwszy raz w życiu natknęliśmy się na własne ślady na piasku. Przenośnia godna Paulo Coelho. W głowach układał nam się tytuł książki o wyspie Bounty: "W dwadzieścia minut dookoła naszego świata"...



1 komentarz:

  1. Pięknie ! CUDOWNIE !!!!
    Uważajcie na siebie :) O.

    OdpowiedzUsuń

fajnie, że jesteś z nami i komentujesz :)